Z czym je się je?


Blog został założony przez Inkę, swego czasu zawziętą Makoszkowiczkę. Tam kupiła pierwszego konia i poznała wyjątkowych ludzi, a między innymi uzależniającą jak same zwierzęta Artemidę. Pokazała jej stronkę i tak oto bazgrzą coś we dwie!
Inka ma lat 19, Arcia 18, łączyło je chodzenie do klasy biologiczno-chemicznej i posiadanie (z szacunkiem dla naszych wierzchowców) koni - och, pardon - stworka huculskiego i konia prawie hanowerskiego :). Mieszkają na wschodzie Polski, na dwóch krańcach województwa lubelskiego. Powinny zajmować się szkołą, nauką, obowiązkami... Ale jeszcze kiełbie im we łbie i nieraz spędzanie czasu z końmi i tym, co z nimi związane jest ich słodką ucieczką od codzienności. Interesują się tworzeniem (rysunkiem, pisaniem, etc.) a także psychologią, etologią, komunikacją międzygatunkową i hipologią oczywiście.

Blog skupia się na ich końskopochodnych przemyśleniach oraz doświadczeniach.

Zdjęcia, jeśli nie należą do nas, udostępniane są dzięki uprzejmości ich autorów.

sobota, 14 marca 2015

Nobody

W czwartek jeździłam na Zolce. Jako iż kobyła miała ode mnie tygodniową przerwę, musiałyśmy sobie pare rzeczy wyjaśnić :) Więc krzyżowania nóg nie było :( były za to liczne dodania, chody pośrednie... trzeba było jakoś tą energię konia wykorzystać. I o ile nogami pracowała jak maszyna parowa, to miała na początku problem z tym, żeby się wyluzować. Tak samo z kontaktem- czasami chowała się za wędzidło, czasem była nad wędzidłem.  Tak ogólnie to była dzielna i kochana, jak to ona, jednak zostawiła u mnie taki niedosyt z serii: "nie śpię po nocach bo myślę o koniu". Dopóki nie wsiądę i nie pojeżdżę jej od deski do deski to mi nie wróci stan euforyczny.  :)


Od zera do bohatera:
kłus roboczy
 "szybcy i wściekli" (wyglądamy jak dwie kupy- pierwsze próby dodań- koń jest o!bu!rzo!ny!!)
no, po pewnym czasie śmy zakminiły


 galop roboczy...
...i w trochę szerszych ramach :)



W piątek pogoda fuuuj. Pojechałam do Olki, ale Zolek leniuchował, bo myśmy wolały maniaczyć: jedni przed kompem a drudzy w szafie (ci drudzy to tacy z lekka porąbani, no ale już do Olki przywykłam :*)
Bazio tego dnia miał masaż i zabiegi pielęgnacyjne poziom hard. Tak czy siak podobało mu się :)
TAAAAKAA szyja :))



czochranie mordki, czyli to co hanowery kochają najbardziej



Sobota baardzo stymulująca.
Z rana- wszelkich prac polowych półtorej godziny. Potem koń się pasł na trawce marcowej, a ja pogrążyłam się w lekturze lektury, a mianowicie "Lalki" (wspaniale się to czyta, polecam).
Po południu spokojny terenos. Mało wyginania, mało skracania. Za to bardzo dużo swobody i bardzo dużo delikatnej kontroli. Był po prostu tak cudowny galop, jakiego jeszcze w życiu nie doświadczyłam. taAK pOD góRĘ, i tak miękko, i tak super w ręku... chyba najfajniejszy galop w naszym życiu.
Konio mi coraz bardziej spod tyłka wymiata :) Bardzo chętnie pracuje zarówno w wyluzowaniu jak i nisko na wędzidle. Fajnie się ustawia na obie strony od samego ciężaru ciała (no, na prawo to jednak muszę "przepchnąć klatkę piersiową" łydką, byłoby zbyt idealnie....zaraz zaraz... i tak jest idealnie :D) Dlaczego mało wyginania? Powiem szczerze- jazda czwartkowa na Zolce tak mnie wymęczyła psychicznie,  że ja też potrzebowałam wyluzowania. Więc kuń muskulaturę rzeźbił, grzbietem falował, a ja mniej-niż-zwykle myślałam. Bo by mi chyba mózg wybuchł.

filmiki filmiki filmiki, a raczej ich brak, tłumaczę brakiem osoby nagrywającej. Za jakies 3 tygodnie pojawią się, mam nadzieje, filmiki z naszej stricte ujeżdżeniowej roboty- bo przenosimy się do stajni :) Wreszcie towarzystwo i trochę bliżej, no i w ogóle to dużo zmieni, bo ujeżdżalnia jest i nawet coś poskakać będzie można. Oczywiście najpierw dam koniowi minimum tydzień na wyluzowanie się w nowym otoczeniu :)
tyle zdjęć narobiłam, że się nie mogę zdecydować



mój prostokącik :)






Ogon no no no odżywki działają
"co robisz Pańcia tak długo tam z tyłu?"
"Robisz zdjęcia mojej pupy?? CHYBA ZWARIOWAŁAŚ!!"

Jesteśmy w połowie jeszcze koniem zimowym a w połowie już letnim (patrz szyja)

Po terenie... skrzywdziłam Bazia i musiałam mu zadośćuczynić

 Moje zmodyfikowana wersja meszu taka że WOW: zaparzamy w dzbanku rumianek, pokrzywę, miętę lub jakieś inne lubiane przez naszego konia (lub nas) zioło. Zalewamy tym, jeszcze gorącym, siemię lniane -nie zmielone! Dosypujemy (lub nie) łychę stołową cukru trzcinowego. Mieszamy, odstawiamy w ciepłe miejsce na kilkanaście minut, żeby powstał nam śluz. Zcieramy na tarce marchewkę, jabłko. Dodajemy do całości, mieszamy. Jeżeli to dla człowieka- tutaj pora na konsumpcję. Jeżeli dla rumaka jabłka wystarczy pokroić, ale nie wolno zapomnieć o owsie... :) To w końcu ma być posiłek idealny!!!
A za co to zadośćuczynienie?



 Kaju nie zabij mnie :) Ja to chyba normalnie założę jakąś firmę "Diana Z. strzyżenie koni"


PS
Jeżeli się odchudzasz- nie jedź do babci
nie łódź się że tym szczerym oczom i kochanym dłoniom można powiedzieć "niejestemgłodna"

Art

sobota, 7 marca 2015

Memento sztorm

Zmiany zmiany zmiany
Zmiany nie są ani dobre, ani złe. Po prostu są. Są- po to, żeby wyciągać wnioski i stawać się doskonalszym. Albo, tak jak w moim przypadku, coraz mniej naiwnym

MÓJ

KOŃ

JEST

NAJWSPANIALSZY



Wokoło sielanka. Cichy środek lasu, senna łąka, zew spokoju wolnej przestrzeni. Mruczysz, kości luźno szlifują w stawach. Widzisz- piękno. Myślisz- praca. Wdech, kurczysz głębokie mięśnie.  Krótkie napięcie przedramienia, na moment sztywnieje miednica, rośniesz. Ty i Twój koń robicie się wynieśli. W pełnym skupieniu obciążasz kość, muskasz dłuugą łydką, przesuwacie się. Ramiona luźne, szyja nie zblokowana, wzrok rozproszony, tańczycie. Zamykasz nadgarstek- nawet nie ściskasz przedramienia, jedynie lekko wysyłasz napięcie do palców. Koń odbiera sygnał, przeżuwa wędzidło i bawi się z Tobą w prowadzenie. "Czy mógłbym nieco wysunąć pysk? Ah, nie mógłbym. Tak, teraz mi łatwo. No dobrze, co my tu mamy? Skrzyżować? Tyle wystarczy? No, jeszcze raz, zrobię to ładniej! Proszę bardzo... i dziękuję...mmm". Teraz dopiero czujesz tę niewymowną miękkość. Pysk wącha podłoże. Wiesz że sobie w pełni ufacie. Słuchacie się nawzajem. Nie ma szarpania, ciągnięcia. No, czasami się błędny człowiek zapomni i zamiast głową myśli ... no, nie myśli. A koń? Za każdym razem daje z siebie więcej. To niewiarygodne. To nie do opisania. Staram się jak mogę, ale nie znajduje odpowiednich słów. Kocham to najinteligentniejsze zwierzę.

Ground-work
Mam konia z sobą kiedy chce. Bez niczego na głowie, bez niczego w ręku (głowie konia, ręku moim- tak dla jasności). Czuje się jak, ja pierniczę, prawdziwy przywódca. Podnoszę rękę do góry, na wprost konia- koń stoi i się nie rusza. Mogę odejść na kilkadziesiąt metrów, a ten ani drgnie :)) No chyba że stoi na trawie- wtedy nie chce przegiąć i się nie oddalam na dalej niż kilkanaście metrów- po co psuć sobie pracę? Stopniowo, stopniowo.  Sygnał zwalniający- koń łagodnie podchodzi i przelizuje. Ale nie wsadza mi łba pod pachę- podniosę palec i ten znów nieruchomieje. Posłusznie, z szacunkiem. Wtedy ja doń podchodzę, zaczynam go delikatnie kiziać... a potem popadamy w szał drapaniowo- miziajkowy. I wtedy najłatwiej stwierdzić, że kocham go najbardziej na świecie.
No ale cóż, w końcu trzeba przestać. Nie ważne gdzie aktualnie stoję, podnoszę palec do góry i koń momentalnie stoi w pozycji prostej, z głową przed siebie. Nie jest nachalny, wie że teraz ma się skupić. Odsyłam go wzrokiem tam gdzie chce. Jedyna rzecz do dopracowania- czasami sam sobie ucieka z koła ;) Muszę z nim pracować nad regulacją promienia. Fakt, ciężko mi to robić na wolnej przestrzeni, bo ta ściana "bliżej do domu (btw jakis 1 km)" tak kuuusi żeby wypaść łopatką. No ale wystarczy spojrzeć na żebra, wałach reflektuje się szybko. Czasami jest taki cień na jego pysku "Pańcia, no kurde, tam mnie poprowadź, tam jest owies, tam, tam, TAM---------------no okej, sory, masz rację, mamo". A wspominałam już, że go kocham?
Potem krzyżujemy nogi, czasem mniej, czasem bardziej. Raz na jakiś czas robię sesję: "daj z siebie 150%". Wtedy nie jest idealnie, czasami jest nawet słabo i muszę intensywniej korygować. Ale to tylko po to, by następnym razem obniżyć wymagania i by koń sam proponował 110% , by sam z siebie ulepszał swe reakcje.

Dressage
Cóż by tu napisać? Nie będę się zbyt produkować  (ci co mnie znają powinni się spodziewać tutaj wypracowania, jednak tym razem Was zaskoczę) :)
Zgrałam się z koniem!! Baardzo!! Oboje jesteśmy inteligentni i ambitni. Oboje mamy duży potencjał. Oboje się rozwijamy, w równym tempie, na zasadzie- ja uczę konia, a on uczy mnie w tym samym momencie.
Dzisiaj nauczyłam się ciągu. Nieprzypadkowo, wtedy kiedy chciałam, wykonałam po kilka kroków na obie strony. Widziałam jak przód jest przed zadem, że koń jest ustawiony i zgięty, że podnosi tylne nogi. AAAAAA!! mój ujeżdżeniowy sen się spełnia. Bazalt, DZIĘKUJĘ. Pani Krystyno- DZIĘKUJĘ, Boże- DZIĘKUJĘ!!

A na końcówkę Zolka:




 




Hej, kobyłko! Po dzisiaju mam ujeżdżeniowego fijoła, więc szykuj się na:







ps
I WANNA DANCE
BUT I SHOULD WAIT
SO I WILL WAIT
AND THEN
I WILL
DANCE DANCE DANCE

SZTORM
Płyniesz
horyzont cichy obejmuje błogo
muska lekką falą
w ucho szumnie szpecze

wtem
czujesz mokre powietrze
groźny pomruk
bunt morskiego oddechu
-on chce więcej-
Teraz cała ta wolna przestrzeń
to pustka
bezkres wody

Patrzysz, skrzyp burty
huk, pod nogami wyrwa
dziura w dziurę spada
pustka w otchłań
czy to koniec?
ciekła wściekłość
gryzie,pragnie,żąda
niszczy

skończone

wśród połamanych wodą zgliszczy
żałujesz
że wypłynęłaś tratwą na morze

wtorek, 17 lutego 2015

Tydzień Arteminkowy

Tiaa, modeleczki po fitnessach

W poniedziałek wieczorkiem Kajucha przybyła do wielkiego miasta Ryce. Wyszła jej na przeciw (co prawda po jakimś czasie :P) Panna Dianna. Ach, radochy co-nie-mia-ra. I pyyyycha jedzonko w domciu!

We wtorek wstałyśmy jak tylko kur zapiał (czyli koło 9...) i pojechałyśmy do OlkoZolki. Poczyściłyśmy, ubrałyśmy arabkę, poszłyśmy na ujeżdżalnie - nieludzka Artemida wsiadła na walkirię i poczęła ją ujeżdżać. Jak się dziewuszki rozgrzały, Zolka miała za zadanie troszku się powyginać. Na rozstępowanie wsiadłam ja, a świadectwo mej obecności na Zoleczkowym grzbiecie jest na fanpejdżu :P. Kiedy już klaczka została rozebrana, Olka zademonstrowała sztuczki, które także zostały nagrane. I biegusiem do domciu z powrotem. Byłyśmy także na spacerku i na podwórkowej siłowni (spocone że aż pupy mokre, wcale nie od schodzenia ze zjeżdżalni na placu zabaw...). No, oczywiście nie minął nas MARATON...



W środę w południe byłyśmy już na Dzikim Wschodzie, Końcu Świata czy inaczej rzecz ujmując Metropoliji nad Bugiem... Czyli w moim rodzinnym mieście. Pojechałyśmy z cudną Ogotką w terenik po Polesiu i minęłyśmy bardziej arabią niż Zolka hucułkę Kiki (ach, ten ogon)...


JADĄ DZIOŁCHY

No, tak właśnie wyglądałyśmy podczas pierwszego kilometra... Ja mam jeszcze pełny plecaczek (woda i sok wypadły podczas galopów, o dziwo jajko na twardo zostało nienaruszone), nasze hipernowoczesne niewidzialne kaski zamieniły się w czapkę w moim przypadku, z kolei u Diany w kaptur... Toto srokate to kobyła Mafia należąca do "męża" Ogotki (ona robi zdjęcie), toto pierwsze kasztanowate to Doda a na niej Artemidka a toto drugie to Shakira, a na niej kolorowy stworek Inka. Po lewej pola i łąki, po prawej Bug drogie turysty!

Terenik z przygodami, JAJAMI, serduszkami o smaku pierniczków i pokruszoną kanapką z serem. No, i z krwawiącym moim noskiem... Shakira doszła do wniosku, że trzeba mi jakoś ten kulfon uestetycznić bryczkiem :)





Do tego zaliczyłyśmy trening pilatesu i godzinny spacerek po MIEŚCIE. W czwarteczek spanko do woli, potem pojechałyśmy do Kikulca. Wyczyściłyśmy dziką huckę, Dianki zboczeniem stało się wyginanie koni i kazanie im krzyżować nogi, więc maltretowanie mustanga nie ominęło... Siedziało na niej 3 ludki tego dnia i wyraźnie pokazała mi, że to ZA DUŻO PAŃCIA CHYBA ZWARIOWAŁAŚ, gryząc mnie w 4 litery. No, należało się... Jak to P. Iwona podsumowała któregoś razu - jedzenie jest, schronienie jest, kumple są a PRACY NI MA! Huculski raj... a ta Kajucha ma czelność przybywać raz na jakiś czas i sadzać na mnie znienacka na oklep jakieś inne dwunogie bezwłose cielska... Prrrh.
W kłusie moja podopieczna 7letnia straciła równowagę i się zsunęła, więc Artemis aby pocieszyć Zgredka wsiadła na tą Grand Prix gniadą ujeżdżeniówkę i zademonstrowała że też jest pupa nie jeździec i spadła tym komiczniej i pokazowiej :) hehe, Pani Trener... Kiki nie oszczędza nikogo, ale byłoby nudno gdyby nie była sobą ze swoimi niespodziewankowymi pomysłami!

Wróciłyśmy do domeczku po intensywnych konwersacjach anglojęzycznych, Dianka na 2 i półgodzinny trening, a ja na temperowanie i dokształcanie duchowe :). Cobym się do cna nie zepsuła a nawet zdziebeczko poprawiła!
Po 20 złączyłyśmy swe drogi ponownie, zrobiłyśmy HIPER BATONY z amarantusem z książki Julity Bator "Zamień chemię na jedzenie - nowe przepisy". No, w międzyczasie leciało sobie AM.







W piątek pożegnanie - ja na wykłady, Artemis na odchamianie do filharmonii w stolicy :) spędziłyśmy ze sobą ostatnie godziny w busie do Lublina i byebye na przystanku.
 I TAK TO MOI DRODZY!








PS. CZASEM WYGLĄDAMY TEŻ WYBITNIEJ NIŻ ZWYKLE :)




niedziela, 8 lutego 2015

Skała wylała

Są w życiu takie przełomowe momenty, że nagle się układa w określonym aspekcie.
Teraz idealnie idzie mi z końmi, a zaniedbałam swe zdrowie i "morlaność". Czyli stary porządek rzeczy przywrócony :) / :(

Złączyły mi się styki, jeździectwo układa się w logiczną całość, działanie mojego ciała układa się w logiczną całość i moi podopieczni wyglądają logicznie w całości.

To może być objaw totalnego narcynizmu i braku pokory, ale odezwał się u mnie i Bazia jeździecki geniusz, wirtuozeria wyczucia, lekki balans wrażliwości i zdecydowania, perfekcyjna pewność siebie i samodzielne podchodzenie do wyzwań. Po kolei.

Dzisiaj do wałacha przybyłam o 13, przywitana pięknym słońcem i z lekka obojętnym, łasym na smakołyki koniem.
Byli ludzie, goście, ciekawie przyglądający się siodłaniu i czyszczeniu, czego ja osobiście nie lubię, jeżeli mam konia nie przywołanego do porządku. Więc przywołałam go do porządku, a wiecie jak? Banalnie- totalne, proste, krótkie komendy. Idź tam gdzie patrzę, stój na wydech, zwrot gdy ci każę, kłus i ustępowanie, kiedy ja chcę, a wszystko to od jak najlżejszych spojrzeń i ruchów. Koń szybko się zreflektował, że znów z Pańcią ma do czynienia.

Siodłanie, wsiadanie- koń już zkminił, że ma stać i sie nie ruszać. Pierwszy plus, misiaku.
Wyjeżdżamy w trasę- i tutaj zdziwienie, jak soczysty jest owoc mojej zeszłej pracy- koń wyluzowany od pierwszego kroku. Wjazd do lasu, kłus na rozgrzewkę, w półsiadzie, nie dotykam pyska- głowa przy ziemi, wąchanie śniegu przez cały czas kiedy kazałam mu kłusować. Wydech (zero działania cialem- półsiad wciąż) i mam stęp. Brawo, misiaku, brawo!
 Potem survival (nie wspomniałam, że ostatnio jak sobie razem biegaliśmy to zrobiłam mu challenge- przedzierałam się między gęstwiną patyków i konarów, a koń się uczył radzić w takich warunkach), czyli na luźnej wodzy slalomy ->tutaj albo zdawałam się na niego i pozwalałam mu decydować, albo sugerowałam gdzie kierować kroki i on błyskawicznie reagował!
Z kolei wyjazd na dłuugą drogę polną: kontakt- miękki kłusik, luźny, w niskim ustawieniu, lekki galop i piękne przejście do kłusa (wysiedziałam!!!!)
W drugą stronę galop łzy wyciskający. Hiehie wypadło mi strzemię, tak mi wariatuncio wyrwał do przodu, ale złapałam je, spoko luz, konia pogłasiałam i wydechem zwolniłam, potem dosiadem i głosem, aż do galopu roboczego. Było twardo na dalszym odcinku drogi, więc kłus  (gorsze przejście bo byłam wytrącona z harmonii przez to głupie strzemię, nie idealnie włożone ;/ ), wyluzowanie w kłusie (mmmmm, do ziemi nosem), stęp i chrapy w stronę łąki skierowane.

A na łące....
AAAAAAAA!! CUDO!! Stado saren nam drogę przecieło, leniwie, jakby od niechcenia, a jednak jak zwinnie, jak płynnie, jak sielsko...


Zainspirowani tym baletem... zatańczyliśmy. Ja prowadziłam, nowocześnie, bo to on niby płeć męska. Ale co tam, oddał mi się w tańcu. Sunęliśmy, prawie (nie idealizujmy w końcu) każdy krok skontrolowany. Zygzak w stępie (TAK- ciągi, moi drodzy, ciągi. Zaufałam instynktowi, nie myślałam wtedy jak człowiek: słowami, tylko czułam) potem kłus- ustępowania od łydki, ale jakie! Lekkie, równe (lepsze w prawo niż w lewo ? LOL). Ćwiczenie wykonane:  (kłus) łopatka do wewnątrz, (stęp) trawers, (kłus) łopatka na drugą stronę, (stęp) trawers na drugą, zatrzymanie.AAAA!!!  JAK JA TO ZROBIŁAM? I TO SIEDZIAŁAM< CZUŁAM MIEDNICĘ, ŁYDKI, UDA, RAMIONA, ŁOKCIE, GŁOWĘ...

Tak, jestem z siebie dumna,
i skłamałabym mówiąc że z Bazia bardziej niż z siebie
przyznaję się
z całym narcynizmem i poczuciem wyższości jakie mam w sobie
(nie no żartuję)
Po prostu byłam fajna dla konia :) I zrozumiała (w 87%, a to dużo)
A on fenomenalnie przepuszczalny i lekki, podatny

 DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!



Ależ on przystojny ^^

"Heeej, Bazio, obudź się misiu!"

"Spierniczaj, Pańcia!" Tak podle budzić konia... :'(


Artemis (ktoś mnie może sprowadzić na ziemię, proszę?)
PS
serio piszę, autentyki, nie ściemniam
wrahahahahhahahahahaha

cukier, ty demonie, odejdź ode mnie bo masz na mnie zły wpływ

sobota, 7 lutego 2015

ZOLove

Kurcze kurcze kurcze!!
Ojejku, jak ja bardzo uwielbiam P. Ewę i Kośkę! Cudownie że mogłam czerpać od nich naukę, bo inaczej wielka wyrwa by w mojej piramidzie była.

Dzisiejsza jazda wykazała, że potrafię używać mózgu i ciała z wyższą intensywnością niż mi się wydawało. Pokazała też, że to samo tyczy się Zolki- dopiero teraz kobył zaskakuje mnie swoim arabskim intelektem w najczystszej postaci.

TRENING
Rozgrzewka: rytm, rozluźnienie
Jazda stępem ok 7 minut, całkowity luz na wodzach, wymagany pilny chód, liczne zmiany kierunku, początki prośby o wyginanie na łukach. -> ja rozgrzewam swoje ciało- kark, barki i stopy kręcąc nimi młynki itp.
Kłus (5-10 minut) w półsiadzie, całkowity luz na pysku ze stopniowym przejściem do niskiego ustawienia (maksymalnie najniższego z zaokrągloną potylicą) -> duże koła, nie wymagam zgięcia, chcę uzyskać maksymalną pracę rozciągniętego grzbietu.
Galop (po 2 minuty z lewej i z prawej nogi) - dookoła ujeżdżalni, lekki siad, znowóż: najpierw całkowity luz na pysku, potem niskie ustawienie.

Przerwa- stęp w wyluzowaniu (3 minuty) ODSTAWIENIE POMOCY - robie dla siebie ćwiczenia odseparowywujące dół ciała od góry (mocne wyjeżdzanie miednicą na boki przy prostym tułowiu, skręty tułowia przy wyjezdzaniu miednicą wyraźnie w przód, itp.)

Praca: kontakt, impuls
Półparady- przejście do ustawienia niskiego:
*przejścia między stępem, kłusem a stój
*zagalopowania (póki koń wyraźnie chce iść do przodu, czyli przed pracą nad prostowaniem) i galop w pełnym siadzie w niskim ustawieniu, na kołach->wolniejsze tempo, galop roboczy.
*przejścia w kłusie z niskiego ustawienia do wyluzowania i z powrotem,
*drągi w kłusie
*przejścia kłus roboczy- kłus pośredni (max 6 kroków)

Przerwa- stęp w wyluzowaniu, nic nie robienie

Praca: prostowanie, ~zebranie~
Półparady, przejście do ustawienia niskiego
*zwroty
*ustępowanie od łydki (stęp)
*cofanie
*jazda na wolcie w ustwaieniu na zewnątrz (stęp)
*zadem do wewnatrz (tego Zol sie uczy powolutku, nie umie jeszcze na tip top, ale zaczyna kumać)
*kłus- intensywne półparady dołem ciała, intensywne zabieranie ruchu do góry^, zachęta do wyższego ustawienia
*wolty z mocnym zgięciem i ustawieniem
*ustępowanie od łydki (kłus)

Koniec pracy
Pilny stęp w wyluzowaniu, minimum 5 minut na ujeżdżalni+ kolejne 5 minut poza ujeżdzalnią w strone lasu i z powrotem.



Ten trening oceniam na 5+
Koń JEST CUDOWNY!!!!!!

Artemis
Zmęczona, bo w sumie przebiegłam dziś około 15 km plus pojeździłam intensywnie. Brawo dla mojego organizmu! :D

Z braku laku

No, nie dorwałam się do aparatu, więc nie wyślę zdjęć...
Hajda na koń była około miesiąca temu. U huculastej było jakieś dwa tygodnie w tył jeśli chodzi o moje jej widzenie.

Od ostatniego posta minęło trochę, matura się zbliża. Muzyka płynie z odtwarzacza, czas jak wartki potok nie ma zamiaru zwolnić nurtu. Najgorsze, że wypływam na tratwie mając mapę z której powinnam korzystać, a o której istnieniu jakby co jakiś czas zapominam albo wydaje mi się, że moje własne oczy zaprowadzą mnie do celu równie skutecznie. Poplątanie z pomieszaniem, jakby tego było mało, od tygodnia jestem chora. W poniedziałek do Artemis :)


ALE Z BRAKU LAKU...
Mam piłkę gimnastyczną





i Internet! Dla chcącego nic trudnego - wystarczy na niej usiąść i na początek opanować własną miednicę. Do tego przyda nam się filmik:


Około 1:40 minuty zaczyna się konkretne tłumaczenie pracy dosiadu z wizualizacją.
Część II, podstawy przejazd:



To tyle na dziś! Jeśli jesteście blisko obłędu dokładnie jak ja ze względu na chorobę, złamaną rękę czy po prostu chcecie spróbować i macie piłkę - do dzieła! :)



piątek, 6 lutego 2015

Zolełek

Dzisiaj było pół na pół. Pół świetnie pół beznadziejnie. Kłus w prawą stronę na kole- idelanie skontrolowany, idealnie wygięcie i ustawienie (w prawą stronę po raz PIERWSZY tak naprawdę się koń wygiął- na propsie). Beznadziejne zagalopowania, totalnie beznadziejne, bezpostępowe.
Olka za to ma lepszy półsiad, wreszcie łąpie równowagę motyka. :) Jutro wsiądę na Zola i poprawię to co było dzisiaj źle, czyli te nieszczęsne zagalopowania. A problem się zaczął jak koń zobaczył przeszkody i stracił koncentrację. Niemniej w kłusie na wolcie był wybitny.
Krótko, bo klubbing is waiting
A.

czwartek, 5 lutego 2015

Zolkowy krok przełomowy :)

Obserwując Zolkę już teraz mam pewność, że opłaca się dawać koniowi czas na przerobienie podstaw.

Ostatni miesiąc stanowiły jazdy bez dotykania pyska, komunikując się tylko dosiadem i łydkami. No i oczywiście wdechami i wydechami ;)
Ostatnio wreszcie uznałam, że koń jest na tyle rytmiczny, podatny na półparady i rozluźniony, że można rozpocząć pracę na wędzidle.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.
Są oczywiście momenty w których muszę Zolę (lub samą siebie) korygować, ale z jazdy na jazdę występują one coraz rzadziej :) Klaczka potrafi coraz dłużej wytrzymać w ustawieniu samoniosąc się.
Znacznej poprawie uległ galop, są chwile w których kobyłka dźwiga się zadem jak zawodowiec :) Utrzymuje to przez 5-7 fouli i odpuszczam, nie zapominając żeby wymagania zwiększać stopniowo.












Największym problemem do dopracowania są zagalopowania. Dotychczas tylko raz zagalopowała zadem, bez "wrzucania się" w galop przodem.



Podexpienia wymaga też cofanie, coby wrażliwiej toto poszło.  :)
Ustępowania od lewej łydki- super duper, fenomenalne, od prawej- a idź pan! Ogólnie w prawą stronę konio ma problemy, ale to standardowa sytuacja, wybaczam, poczekam.

Bazalt miał wolny grzbiet i zapracowany umysł. Byliśmy na 3 godzinnym spacerku w lesie. Odpięłam uwiąz i biegałam, a mój wałach za mną :) Uwielbiam taką formę wypoczynku :D On chyba też :) Co nie zmienia faktu, że pojutrze znów będzie musiał się poczuć koniem ujeżdżeniowym.... i spełniać moje wymagania wrahahahaha :D A ja spełnię jego wymagania i dam mu się wygalopować na sznurkach, a co!

Jutro ja wsiadam na początek na Zolełka przejechac program na brąz ujeżdżeniowy, potem Olka skoczy przejazd brązowy. Wiosna/ lato i laski jadą brąz! :D

Aaaaartemis

PS
niedługo Inka się widzimy!!!!!!!!!!!!!!!! :*

wtorek, 20 stycznia 2015

niedziela, 18 stycznia 2015

Wypoczęęęęta!

Właśnie wróciłam od najwspanialszego wierzchowca na kuli ziemskiej.

PIĄTEK
Poprowadziłam jazdę Oli na Zolce. Jeździła bez wodzy, nareszcie ujeżdżalnie mamy z 4 stron ogrodzoną! Jeśli chodzi o komunikację między dziewczynkami- Bomba! Zol nie kuli się już przy zakłusowaniach, zagalopowaniach. Jest posłuszna w 87% przypadków. 
Znacznej poprawie uległ jej impuls. Kiedy wsiadłam na chwilkę byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Czuć już jej pilną reakcję na łydkę, pieknie podąża też za dosiadem. Zrobiła mi 4 kroczki ustępowania od lewej łydki (przypominam o zupełnym braku wodzy) ! Super! :)

Jeśli chodzi o ujeżdżenie: dumna z ich obu (szczególnie z poprzedniej jazdy).
  Zolcia robi już nie-zabijewaswszystkich zagalopowanka, w kłusie wędruje z nosem do samiutkiej ziemi. Piękne przejścia od dosiadu, grzeczne podążanie za miednicą przy zmianach kierunku, idealne zwroty na przodzie! Teraz  będziemy pracować nad: dalszym rozluźnieniem, wygięcia, ustępowania, itp., więcej energii z zadu- dodania w kłusie, zagalopowania od subtelnych pomocy--> wciąż bez wodzy
  Ola siedzi coraz lepiej, są momenty takie że wow! Bardzo ważną rolę odegrały ćwiczenia rozluźniające ręce i górną część tułowia, a także ćwiczenia na odseparowanie dołu ciała od góry (bioder od barków).
 Głównym problemem w kłusie ćwiczebnym jest odchylanie w tył, co przekątowuje miednicę i ona rzeczywiście faluje, ale odbiera nam możliwość kontroli konia, w dodatku idzie za tym usztywnienie ramion:

1) Barki wysunięte do tyłu, szyja wysunięta do przodu, odchylenie w tył- luźny, nic nie będący w stanie zrobić dół, spięta, niezdolna do odseparowania góra. 2) Dolne mięśnie brzucha napięte, łopatki lekko ściągnięte, szyja w łagodnej linii kręgosłupa- dół będący w stanie kontrolować konia, góra mająca swobodę działania.
Diana miszcz painta :D Na czerwono zaznaczyłam kości kulszowe.
  Pozycja pierwsza to pozycja często spotykana u osób zaczynających przygodę z ujeżdżeniem, samouków niechcących obijać grzbietu konia. Sama bardzo długo borykałam się z podobną postawą. Rzeczywiście tyłek jest przylepiony do siodła... i nic po za tym. Nie czujemy kontroli. Gdyby ktoś kazał nam zrobić szybkie przejście galop-kłus-galop -> postawa się nam rozpada, nie jesteśmy w stanie zagalopować błyskawicznie. Często podświadomie na chwilkę lokujemy się poprawnie, bo inaczej naszą miednicą sygnału nie wyślemy. Gorzej jeśli nie mogąc zagalopować machniemy górą  tułowia do przodu, tyłek całkiem nam się oderwie, a łydą walniemy kopniaczka z pięty... brzmi znajomo? ;)
  W pozycji drugiej- mięśniowo kontrolujemy nasz tułów. Mamy swobodne, luźne, nisko opuszczone ramiona. Świadomie, ale nie nad wyraz bujamy miednicą, raz lewą stroną, raz prawą. Napinając mięśnie brzucha "unosimy" ruch, zabieramy każdy krok lekko do góry, przepuszczamy klatką piersiową. Mamy wrażenie jakby za każdym krokiem jakaś sprężyna kierowała nasz czubek głowy i pierś ku górze, zaś biodra na przemian w przód i lekko na zewnątrz.

Jeśli chodzi o skoki ... to troche warunki mnie dekoncentrowały (stojaki dość niestabilne). Nie zapobiegłam wyłamaniu, stałam pare kroków za daleko. Ale nic się nie stało, koń poprawił kilkukrotnie ten skok, nawet wyższy. Gdyby były wodze, problem by się nawet nie pojawił (ale dobrze że ich nie było- to dla nas zawsze jakaś wskazówka, nad czym mamy pracować).
Zolka kocha skakać :) Postawiono ją przed, o zgrozo, takim trudnym zadaniem! Przekłusować dwie kawaletki! Zol oczywiście nie mógł się doczekać skakania, więc wynikła śmieszna sytuacja. My tu z Olą luzik i w ogóle, a koń? fruuuuuuu nad drągami zadowolony z siebie :)  Ale potem poprawiły, pięknie wszystko i w kłusie, i w galopie ->bardzo ładne, wyraźne foule były.

SOBOTA/NIEDZIELA
Z rana spacer z Baziem do lasu. To co zwykle: górki, dołki, krajobrazy :) no i killer: wbiegaj koniu pod górę, zatrzymaj się w połowie, zwrot i na szczyt cofanie! Siłowe były ostre, a drugiego dnia poprawilismy to niezłym kardio! Wreszcie koniuch się konkret wygalopował. No i ja też... :)
W sobotę zrobiłam bardzo ważną rzecz- przepracowałam pożądnie wsiadanie. Bo moja panienka to taka delikatna, że jak musne kolanem lub stopą bok panienki to już piruety, bo to przecież sygnał, nieprawdaż? No jak się okazało to nie :) Po półtoragodzinnej, powolnej, spokojnej pracy koń stał z wywalonym interesem, ziewał i akceptował moje wskoki na jego szlachetny grzbiet. Pracowałam na halterze. Swoją drogą, ileż ciekawych pomysłów mi tego dnia koń zaoferował... To, że można normalnie sobie stać i się nie ruszać jest mu trudniej zrozumieć niż ciągi z łbem między tylnymi nogami. Kocham go po prostu ... :)
Drugiego dnia przy siodłaniu i wsiadaniu był cudownie rozluźniony. Nie tylko zresztą wtedy- cały teren był wyluzowany. Jechało mi się super przyjemnie. Wierna swym zasadom nawet w terenie- albo wyluzowanie albo kontakt z odpuszczoną potylicą. Wyjątkiem był jeden galop, kiedy nas "trochę" poniosło... :) Zakończony jednak tak jak chciałam- patataj z nóżki na nóżkę, "pod górkę", z ładną głową. Fajnie, że mój koń ma taki miękki pysk-> ściskam lekko wodzę palcami i on to czuje, i respektuje. Lubię to! :)

Ehhh wracam do rzeczywistości.
Sprawdzian z biologii, eh :/  A miałam jechać do Oli ...

Lubię czasami pobyć w izolacji od świata. Sama. Poukładać sobie w głowie myśli i uczucia. Szczerze- bałam się spędzić 2 dni bez znajomych, w samotności się dużo myśli. Jak to Kaja pięknie ujęła- trzeba nauczyć się żyć z samym sobą. Już jestem w duchowej normatywce.

ART


środa, 14 stycznia 2015

I wanna be yours

Będąc zapaloną fanką Arctic Monkeys stwierdzam że znalazłam idealną piosenkę, o tytule takim jak nazwa posta.

Otwieram oczy, z dnia na dzień coraz bardziej. Tak, dzieci są naiwne. Łatwowierne. I kiedy zaczynają się nad tym zastanawiać, okazuje się że ludzie są nosicielami wstrętnej choroby- masek i pozerstwa. Wcześniej mnie to denerwowało, a teraz widzę, że ja też tak mam. Więc może obwinię o to mechanizmy obronne. Bo pojawia się to, kiedy bardzo pragnę ukryć secrets that i have  held in my heart.
Mimo to, fałszywość boli.
Bardzo mocno ufam solidarności, ale kiedy zaczynasz naginać prawdę po to żebyś w moich oczach była bardziej wartościowa, tracisz cały mój szacunek. Dużo bardziej wolałabym zaakceptować Twoje wady i docenić zalety, tak jak to między ufającymi sobie ludźmi bywa.
Mój koń nie jest mułem, młotem czy nieogarem. Ma cudowny charakter, idealny do współpracy. A jego brak wrodzonej zdolności do rozwijania impulsu to nie ułomnosć ;) I wcale nie oznacza, że pod siodłem nie ma własnego zdania i pomysłów. Po prostu poprzez pracę z ziemi wie, że ulec jest przyjemniej niż się zbuntować... po za tym nie robię z nim nic co miałoby wywołać bunt. NIE PIŁUJĘ GO i to nie oznacza, że jestem dla koni "za dobra". Kocham konie całym sercem: nie ma żadnego powodu by zadawać im bezsensowny ból. Łeb w pionie nie oznacza chętnego, zadowolonego, pracującego grzbietem wierzchowca. To, że ma się większą kontrolę to chyba logiczne- koń musi się słuchać jeśli chce uniknąć bólu.
Przykładem jest zachowanie Zolki po jeździe, na której ją piłowano. Kiedy Ola znów dała jej swobode było pędzenie do przodu, nieposłuszeństwo, okazywanie buntu.
Na szczęście konie wybaczają.




 Smutno mi kiedy ktoś idzie na łatwiznę.
Mimo wszystko zawsze trzymam kciuki,  bo naprawde warto słuchać swojego konia.
Zapraszam do dyskusji.

Art